IMG_1665

W księgarni,W życiu

Czy wszyscy jesteśmy geniuszami?

25 Sty , 2016  

Elizabeth Gilbert jest pisarką. Pewnie dla większości z Was jej nazwisko brzmi znajomo głównie dzięki jej bestselerowej książce „Jedz, módl się, kochaj”. Chyba każdy z nas ją czytał lub przynajmniej widział film zrealizowany na jej podstawie? Chwilę po sukcesie swojej książki w 2009 roku Gilbert została zaproszona przez TED, aby opowiedzieć o nieuchwytnym geniuszu, kreatywności i życiu artystycznym. Podczas swojego wystąpienia pisarka opowiedziała o swoich doświadczeniach i przemyśleniach w temacie, które doprowadziły do konkluzji, iż każdy z nas może żyć kreatywnie. Nie rodzimy się geniuszami, ale działamy i otwieramy się na wspomagające nas moce artystyczne. Jeśli uda się nam z nimi spotkać – wtedy dochodzi do powstania wielkiej magii. Ciekawe podejście – pomyślałam słuchając jej pierwszego wystąpienia. Teraz pisarka wydała książkę „Wielka Magia”, w której zgłębiła temat. Jest to niezwykle ciekawe podejście pokazujące, że nie wszystko jest zależne od nas. Czyżby mniejsze ciśnienie i mniej cierpienia dla tworzących?

Interpretacja „geniusza” zmieniała się przez wieki. W starożytności wierzono, że geniusz to ktoś w rodzaju dobrego duszka, pomocnika, który nawiedza artystów, pisarzy, twórców, mieszka w ich domach, ścianach, aby wspomóc i współtworzyć artystyczne treści. W Renesansie to człowiek i humanizm stanęli w centrum i geniuszu nie szukano już w sile zewnętrznej, lecz miała ona wychodzić od człowieka, wręcz sugerowano, że jest to cecha wrodzona. I tak zostało przez następne 500 lat.

WGP8XHKYC3

Gilbert poddaje w wątpliwość tę tezę. Uważa bowiem, że przełożenie całej odpowiedzialności za proces twórczy na jedną osobę jest zbyt przytłaczające, a wręcz nie jest sprawiedliwe. Może prowadzić do wątpliwości, depresji i zaniechania artystycznego życia. Autorka wierzy, że tak naprawdę nikt z nas nie rodzi się geniuszem, natomiast ‘geniusze’ – pomocnicy są wokół nas, aby wesprzeć nas w działaniach.

Podczas TED talk, który okazał się tuż po olbrzymim, międzynarodowym sukcesie „Jedz, módl się, kochaj”, autorka wspominała, że znajduje się w miejscu, w którym większość z nas ląduje na pewnym etapie życia, czyli tuż po sukcesie. Bez wglądu na to, czy jest to Oskar, bestselerowa książka, zdany egzamin, czy przebiegnięty maraton. Na drugi dzień, gdy adrenalina spadnie, budzimy się z pytaniem – co dalej? Czy uda nam się powtórzyć ten sukces? pobić go? Czy może w ogóle lepiej od razu się poddać i zrezygnować?

Tego właśnie Gilbert stara się uniknąć. Od dziecka podchodziła do pisania jako swojego ukochanego zadania, które wykonywała codziennie, bez względu na okoliczności i efekt końcowy. Wierzyła, że najważniejsza jest ciągła praca, a pomocna siła kreatywności pojawi się w odpowiednim momencie. I tego właśnie nas uczy w swojej książce. W pokoju może pojawić się nasz „geniusz”, który nam pomoże, oświeci na chwilę, ale może też pójść dalej. Możemy go nie złapać w odpowiedniej chwili, nie zauważyć. Ale najważniejsze to pracować i robić swoje dalej. Musimy stawiać się do pracy i wykonywać swoją połowę roboty, bo chcemy to robić. Nie wszystko jest jednak zależne od nas. To kreatywność musi się jeszcze pojawić i wykonać swoją część. Brzmi to o wiele lepiej, prawda?

Zdaję sobie sprawę, że teoria Pani Gilbert może wydawać się dość nieprawdopodobna. Czary mary, prawda? Ale musicie przyznać, że brzmi intrygująco? Zwłaszcza, że na podobne doświadczenia powołują się inni artyści. No bo zastanówcie się sami – czy nie przypominacie sobie sytuacji, kiedy zaczęliście robić zdjęcia bez opamiętania albo pisać historię, która sama z Was wyskakiwała, albo tańczyć jak w transie całą noc? Inspiracja przychodzi do nas codziennie i tylko musimy ją zauważyć i złapać. A jak do wielkiej magii dojść? Elizabeth Gilbert ma na to gotowy scenariusz:

ODWAGA

Żeby żyć kreatywnie, trzeba żyć odważnie. Taka lekcja wydaje się płynąć z pierwszej części książki. Musimy zidentyfikować tą rzeczą, która porywa nas do działania, dzięki której czujemy się spełnieni. Dla części z nas ta rzecz jest znana, ale często boimy się ją odsłonić w lęku przed niepowodzeniem. Pierwszym krokiem, jaki musimy podjąć, jest właśnie powiedzeni „nie” strachowi i przejść do realizacji. Naszym celem staje się wtedy „znajdowanie piękna i transcendencji w życiu”.

CZARY

Kiedy już wiemy, że działamy i w jakim kierunku, pojawia się temat natchnienia. Według Gilbert idee/pomysły krążą wokół nas czekając na to, aż znajdą partnera, który podzieli się nimi ze światem. Mamy więc pracować, robić swoje i mieć głowę otwartą na te idee. Kiedy dochodzi do spotkania nas z nim – to właśnie jest Wielka Magia. Oczywiście nie wszystkie idee są dla nas i możemy tak samo powiedzieć „nie”, podziękować za zainteresowanie nami, wtedy idą one dalej szukając nowych partnerów. Czasami szukamy natchnienia, a ono nie chce do nas przyjść. Szukamy, szukamy i nic się nie dzieje. Pojawia się frustracja. Musimy jednak wierzyć, że jeśli ma dojść do tego spotkani, to tak właśnie będzie. Musimy być tylko otwarci na taką możliwość.

POZWOLENIE

„Nie potrzebujesz niczyjego pozwolenia, aby prowadzić twórcze życie”. Dokładnie tak. Ludzie są twórczy od zawsze, a przykładów na to stwierdzenie jest mnóstwo. Może jest to przyjaciel, może ktoś w rodzinie? To tylko od nas zależy pozwolenie sobie na robienie tego, co chcemy, co sprawia nam przyjemność. Każdy z nas jest twórczy i może próbować rozwijać się w jakiejkolwiek dziedzinie. Chcesz być pisarzem? Bądź pisarzem, chcesz tańczyć – tańcz. Chcesz być maratończykiem – biegaj. Nigdy nie jest za późno, aby spróbować i rozwijać się twórczo. Choć czasami może wydawać się nam, że wszystko już było (ja mam często takie odczucia), to jednak ważna jest autentyczność. To, co dodajemy od siebie w temacie, który wydawałoby się by już opisany, czy pokazany na wszystkie możliwe sposoby. Nie ma więc co narzekać, tylko działać.

WYTRWAŁOŚĆ

Jak już wiemy, twórcze życie możemy rozpocząć zawsze – niezależnie od wieku. Samo zidentyfikowanie naszej pasji jednak nie wystarczy. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie – „Co Cię pasjonuje na tyle, żebyś potrafił znieść najbardziej nieprzyjemne aspekty tej pracy?”. Ciężkie pytanie. Mówimy tutaj bowiem o robieniu czegoś, co bardzo kochamy, w czym chcemy się rozwijać. Co pozwala nam się oderwać od codziennych spraw. Coś, co kochamy na tyle, że nagrodą samą w sobie jest robienie tego. Czy jednak jesteśmy gotowi na poświęcenie? Nie zawsze z tego, co kochamy robić, da się zrobić biznes (zaufajcie mi – wiem doskonale o czym mówię). Wiem, że budzi to frustrację. Z drugiej strony, jak zauważa Gilbert, kreatywność jest zabijana rachunkami. Kiedy nasza pasja jest również naszym sponsorem, może dojść do zabicia kreatywności. W końcu opłacenie rachunków zależy od niej. Czasami lepiej oddzielić te dwa światy i dać się rozwijać kreatywności.

ZAUFANIE

Kochamy coś robić, np. pisać, czy robić zdjęcia, ale czy pisarstwo odwzajemnia nasze uczucia? Czy fotografia? Tych, których natchnienie nie opuszcza na pewno zgodzą się, że uczucie jest obopólne, jednak gdy jest jednostronne, złościmy się i wydaje nam się, że nasze starania nie mają sensu. Jak z każdym związkiem miłosnym, musimy okazać szacunek i zaufanie.

„Miłość ponad cierpienie – zawsze” – takie przesłanie Gilbert opisuje w swojej książce. Pokazuje, że nawet wtedy, gdy brak inspiracji , powinniśmy pozostawać otwarci na inne tematy. Może się okazać, że będą one na tyle kluczowe, że staną się fundamentem naszego nowego projektu. „To właśnie ciekawość sprawia, że wytrwale i systematycznie pracujemy, natomiast gorętsze uczucia mogą odejść równie szybko, jak przyszły”.

A czy Ty masz odwagę pokazać światu skarby, które się w Tobie kryją?

Mnie bardzo podoba się jedno zdanie z książki: „Wszechświat ukrywa w nas, ludziach, nieznane klejnoty, a potem przygląda się z boku, czy potrafimy je znaleźć. Poszukiwania w celu odkrycia tych skarbów – oto twórcze życie”. Skoro te zalążki już gdzieś w nas są i kiełkują, naszym zadaniem jest odkrycie tych twórczych pomysłów. Kiedy już je odnajdziemy – nie możemy bać się wpasować ich w nasze codzienne życie. Nie potrzebujemy niczyjego pozwolenia, aby żyć w zgodzie ze swoimi inspiracjami i robiąc to, co kochamy. Nie musimy od razu rzucać pracy, przenosić się na drugą półkulę. Chodzi tutaj jedynie o odnalezienie w sobie tego, co pozwala na się rozwijać, żyć w zgodzie ze sobą, być po prostu szczęśliwymi ludzi.

Brzmi to oczywiście o wiele prościej, niż jest w rzeczywistości. Ale przykłady pokazują nam, że warto. Ja już nad tym pracuję – jesteście w końcu na Gismance 🙂 , ale ta praca musi być stała. W końcu już samo działanie sprawia przyjemność – prawda? Mnie na pewno. Nie pozostaje nic więcej, jak działać.

Share it!Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on Pinterest

Posted by Posted by Gismanka


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *