IMG_7406

Azja,Japonia,Podróże

21 dni w Japonii część II: Kurashiki, Himeji i okolice

18 Sty , 2016  

Po kilku pierwszych dniach w Japonii opuszczamy Hiroszimę. Podróżujemy na wschód, a pierwszym przystankiem jest bajeczna wręcz miejscowość położona w prefekturze Okayama. Kurashiki to nie małe miasteczko, jednak jego centrum właśnie takie sprawie wrażenie. Pełne historii, położone nad wodnymi kanałami, niczym japońska Wenecja, znajduje się na liście wielu podróżujących do kraju kwitnącej wiśni. Patrząc z perspektywy czasu wiem, że był to zdecydowanie dobry pomysł na wybór kolejnej bazy.

Kurashiki

rsz_img_0590

img_0599

Kurashiki to miasto, które odgrywało wielką rolę w rozmowy epoki Edo (1603-1867). To właśnie to miasto, rządzone przez bogatą i wpływową rodzinę Ohashi, stanowiło centralny punkt dystrybucji ryżu. Do tej pory istnieją tutaj budynki, w których go przechowywano. Teraz mieszczą się w nich muzea, czy restauracje. Po godzinie podróży pociągiem z Hiroszimy (z przesiadką w Okayamie) opuściliśmy dworzec, aby odnaleźć nasz hotel, który mieścił się w bliskiej odległości. Był to jeden z biznesowych Toyoko-Inn, taki nasz Ibis. Kilka razy korzystaliśmy z jego oferty, gdyż oferuje dobre warunki, ze śniadaniem i w naprawdę przystępnej cenie. Cena za dwójkę zaczyna się od ¥6,000 (około 200 PLN).

Po krótkiej przerwie i porzuceniu bagaży w hotelu, poszliśmy w kierunku najbardziej znanej części Kurashiki, czyli historycznej dzielnicy Bikan. Dojście do niej to jakieś 10-15 minut od dworca. Nagle skręcamy w lewo i znajdujmy się w XVII wieku! Jest to przepiękna i klimatyczna okolica zbudowana wokół wodnych kanałów. Gdyby nie turyści to przez chwilę wydawało mi się, jakby czas się zatrzymał. I faktycznie przez kolejne dni, szczególnie wieczorem, gdy na ulicach nie było już nikogo, pojawiała się magia Kurashiki.

img_0639

img_0937

img_0633

img_0605

img_1018

Spacerując po części Bikan krążyliśmy po małych uliczkach, obserwując tradycyjne domy, magazyny i wpajając atmosferę. Właśnie po to przyjechałam do Japonii. Chciałam poznać prawdziwą Japonię, poznać jej historię. Mijaliśmy wiele restauracji, sklepów, czy tradycyjnych hoteli Ryokan, aby w końcu zatrzymać się na chwile w Yurinan. To dom gościnny/kawiarnia/restauracja. Jednym słowem w nocy goście śpią, w dzień mogą napić się kawy, zjeść obiad, a wraz z nimi inni klienci. To właśnie tutaj sprzedawane są wesołe puddingi! Happy Pudding to nic innego jak żółty pudding z namalowaną wesołą buźką. Robionych jest ich tylko 80 dziennie. A jaka stoi za nim historia? Po pierwsze – buźki różnią się od siebie, więc wybieramy tą, która pasuje nam najbardziej. Później robimy puddingowi zdjęcie. Zasada jest taka, aby dwa tygodnie od tego dnia wrócić do zdjęcia przypominając sobie, jak cudowny czas spędziliśmy w Kurashiki ☺ Na koniec nie pozostaje nam nic innego, jak zjeść pyszny deser popijając mocną kawą.

img_0991

img_0971

Z Yurinan poza puddingiem wiąże się jeszcze inna historia. Podczas rozmowy z jednym z pracowników okazało się, że jest on zaangażowany w nagrywanie filmu promującego miasto. I tak od słowa do słowa poprosił nas o statystowanie w jego projekcie. Mieli w nim wystąpić różni podróżujący przez miasto obcokrajowcy. Wiadomo, tak dla urozmaicenia. Wieczorem grzecznie stawiliśmy się na plan i przez kilka godzin bawiliśmy się w towarzystwie ludzi z całego świata w nagrywanie filmu. Gwiazdą filmu była znana vlogerka Rachel, którą oglądam na YouTube od dłuższego czasu, więc fajnie było ją poznać. Reżyser niczym wyjęty z „Między Słowami” („More intensity” hehe). Finał projektu został pokazany dopiero niedawno i tak oto mogę podziwiać swój … 2 sekundowy występ w firmie promującym japońskie Kurashiki. To się dopiero nazywa kariera międzynarodowa!

W samym mieście jest co robić. Kilka punktów, które na pewno warto odwiedzić to:

Muzeum Ohara było jednym z tych punktów na mapie naszej podróży, którą „po prostu musieliśmy zobaczyć” – przekonywała mnie przed wyjazdem moja koleżanka. Ok, Ok! Ale cóż tak BARDZO ciekawego może mieć do zaoferowania muzeum sztuki w jakimś nieznanym mieście pośrodku Japonii? Okazuje się, że bardzo wiele. Muzeum Ohara mieście się w jednym z piękniejszych kompleksów budynków w Kurashiki, a to co w środku to dziesiątki dzieł sztuk wielu wspaniałych artystów, jak Gauguin, Picasso czy Pollock. Jest to naprawdę imponująca kolekcja godna Galerii i Muzeów w Paryżu czy Londynie. Magosaburō Ōhara kochał sztukę i postanowił zbudować kolekcję, aby edukować swoich rodaków. Na poszukiwanie obrazów wysyłał do Europy swojego przyjaciela i artystę Kojima Torajiro. Razem zbudowali kolekcję, którą podziwiać przyjeżdżają goście z całego świata.

img_0924

Dom rodziny Ohashi. Ohashi byli rodziną kupców. Bardzo lokalnie ważną i o wielkich wpływach. Widać to chociażby po ich domu, który stylem przypominał ten samurajski. Wspaniale móc chodzić sobie po kolejnych pomieszczeniach, wyobrażając sobie, jak żyło się tutaj 300 lat temu.

img_0897
img_0890

Dzielnicę Bikan, w szczególności tę nad kanałem warto przejść wzdłuż i wszerz. Polecam wycieczkę łodzią, która umożliwia spojrzenie na miasto z drugiej strony. Poza tym – ten kapelusz!

img_0656

img_0677

img_0653

➢ Nie wyjeżdżajcie bez spróbowania lokalnego makaronu Bukkake Udon. W Kurashiki to Ty polewasz udon sosem. Ot taka różnica ☺ Ale jest pysznie.

img_0641

Himeji i Mt. Shosha

Od początku planowania wyjazdu do Japonii jedna rzecz była pewna i cała nasza trójka była tutaj zgodna – musimy koniecznie zwiedzić Zamek Białej Czapli w Himeji. Jest to jeden z nielicznych oryginalnie zachowanych zamków w Japonii. Reszta w większości jest odbudowywana. Ten w Himeji był w remoncie przez ostatnie kilka lat i akurat został ponownie otwarty dla zwiedzających w marcu zeszłego roku. Szczęście nam sprzyjało. Pojechaliśmy więc do Himeji.

Himeji

IMG_1526

Podróż do Himeji zajęła nam około godziny. Zamek wita nas od razu po wyjściu z dworca. Początkowo widać w oddali jego biała fasadę. Razem z innymi rozpoczynamy więc iść w jego kierunku. Przyjemny 20 minutowy spacer tylko pobudził nasze apetyty, aby jak najszybciej zobaczyć go z bliska. Nie spodziewałam się, że ten zamek dla Japończyków to aż taki obiekt kultu. Miałam chwilami wrażenie, jakbyśmy szli z całym tłumem do Mekki.

IMG_0736

Przy wejściu na teren zaczepiła mnie mała japońska dziewczynka, która zapytała się po angielsku, czy może zadać mi kilka pytań. Oczywiście się zgodziłam. Z tego, co zrozumiałam chodziło o ćwiczenia angielskiego w praktyce. Mała była bardzo odważna i naprawdę doskonale sobie radziła. Zapyta mnie czy podoba mi się w Japonii i czy byłam już w Disneylandzie w Tokyo! Prawdziwy słodziak! Na koniec podarowała mi pamiątkowy dzwoneczek. Było to jedno z fajniejszych przeżyć podczas tej podróży.

IMG_1541

IMG_0778

W Japonii jest maskotka dla każdej atrakcji turystycznej!

IMG_1536

img_0754

Wtedy zaczęła się nasza wspinaczka. Tak. Wspinaczka. Zamek stoi na wzgórzu i składa się z 5 pięter! Dostanie się na samą górę zajmuje trochę czasu i energii, szczególnie w upalnym słońcu. Ale warto. Widok z góry rekompensuje wszystko. A po krótkiej chwile zadumy na ostatnim piętrze zaczynamy schodzenie w dół.

Po zwiedzaniu i zejściu byliśmy wykończeni. Przyszła pora na odpoczynek i spacer po graniczącym z zamkiem parkiem, a następnie … na drugą część wycieczki. Od początku miałam niecny plan zaciągnięcia moich współtowarzyszy odrobinę dalej za Himeji, a mianowicie na górę Shosha.

Mt.Shosha

Mt.Shosha to miejsce, gdzie kręcono „Ostatniego Samuraja”. Czytałam wiele o tym miejscu przygotowując się do wyjazdu i będąc tuż obok nie wyobrażałam sobie odpuścić. Ekipa oczywiście też chciała iść, więc pojechaliśmy autobusem nr 8 aż do końca trasy, aby kupić bilet na kolejkę linową i wjechać na szczyt. I tu zaczęła się przygoda. Okazało się bowiem, że świątynia Engyoji … to nie jeden budynek, ale kompleks wielu. Dostaliśmy mapę i ruszyliśmy w drogę. W lesie mijaliśmy pojedyncze osoby. W końcu powoli zaczęły pojawiać się pierwsze budynki świątyń, tajemnicze cmentarze… A potem zaczęło padać.

img_0803

img_0864

img_0825

img_0812

Deszcz towarzyszył nam tak naprawdę przez prawie całe trzy tygodnie podróży w mniejszym lub większym stopniu, ale teraz byliśmy na górze – głodni, przemoczeni i przez moment zastanawialiśmy się czy iść dalej. Była już prawie 17:00, trochę ludzi, ale głównie mijali nas schodząc w dół. Ale ja się uparłam. Być tak blisko i nie wspiąć się do rodziny trzech świątyń Mitsunodo, gdzie kręcono „Samuraja”?! Nie ma takiej opcji. I tak po szybkiej zupie w małym sklepo-schronisku, ruszyliśmy dalej do góry. W końcu zrobiło się trochę jaśniej, jakby mała dziura wśród zieleni lasu i okazało się, że dotarliśmy na miejsce.

img_0850

img_0848

WOW! Wspaniałe miejsce! W dodatku poza starszym małżeństwem – opiekunami świątyni – nie było tu nikogo więcej. Zamarzyło mi się oczywiście zdjęcie w miejscu, w którym Ken Watanabe uczył Tom’a Cruise’a podstaw walk samurajów. Zdaje się, że złamałam wszelkie zasady savoir – vivre przy tym ruchu, ale zdjęcie mam. Pan opiekun na potrzeby historii nazwijmy go Kojiro bowiem już sprzątał i zakładał żaluzje na dolną część świątyni. Zdążyliśmy w ostatniej chwili!

last samurai

Postanowiliśmy jeszcze na chwilę zajrzeć na taras piętro wyżej. Deszcze padał dalej, panowała wspaniała cisza. Był to jeden z piękniejszych momentów w Japonii … do momentu, kiedy okazało się, że spacerując po tarasie wokół budynku Pan Kojiro zamknął wszystkie sukiennice na górze! Biegaliśmy z przerażeniem w kółko próbując znaleźć wejście. Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że wejścia nie ma. Czyżbyśmy mieli spędzić noc na górze Shosha? W końcu stwierdziliśmy, że nie pozostaje nam nic innego, jak krzyczeć. Kątem oka zobaczyłam Pana i Panią Kojiro zamykających świątynię i pakujących się do samochodu! W końcu nas usłyszeli i Pan Kojiro nas wypuścił. Uff. Zeszliśmy na dół przepraszając Państwo Kojiro. Upiekło się nam, ale Pan Kojiro od żony dostał niezłą reprymendę. Do tej pory zastanawiam się, czy zorientowaliby się po naszych butach zostawionych przed wejściem, że gdzieś tam na górze siedzimy uwięzieni. A może ciepłe miso czekające w domu okazałoby się ważniejsze? Tak czy siak na pewno był to jeden z bardziej niezapomnianych dni w moim życiu.

Okayama

Ostatnim z celów wycieczek w pobliżu Kurashiki była Okayama. Z Kurashiki do Okayama jedziemy pociągiem na linii JR Sanyo Line. Podróż pokrywa nasz Japan Rail Pass (będę wiele razy powtarzać, ze warto w niego zainwestować!). Z Kurashiki do Okayamy jedzie się lokalnym pociągiem około 20 minut. Miasto jest główne znane z dwóch rzeczy: „kruczego” zamku oraz ogrodu Korakuen. Który jest uważany za jeden z trzech najpiękniejszych ogrodów w Japonii.

Zamek w Okayamie jest rekonstrukcją oryginału z 1597 roku. W środku znajduje się ciekawa wystawa historyczna, ale całość jest raczej rozczarowująca. Po wdrapaniu się na szóste piętro możemy podziwiać piękny widok i to jest chyba największy plus tego miejsca. Pogoda nas tego dnia nie rozpieszczała i deszcz nie przestawał padać. Kontynuowaliśmy nasz spacer w kierunku ogrodu, który znajduje się już przy zamku.

img_1060

img_1068

Ogród Korakuen powstał w drugiej połowie XVII wieku jako miejsce na spędzanie wolnego czasu dla rodziny władającej w tej okolicy. Dopiero po 200 latach ogród został otwarty dla publiki. Połacie zieleni wydają się nie mieć końca, gdy spacerujemy w deszczu próbując robić zdjęcia podziwiając wszystko co nas otacza. Osobiście ogród nie wydaje mi się czymś wspaniałym. Wygląda, jak inne, które już miałam okazję zobaczyć w Japonii. Spacer jednak wspominam miło, a w szczególności kwiaty lotosu, które nie raz podczas podróży miałam okazję próbować.

img_1079

img_1112

img_1097

img_1115

Jeśli planujecie odwiedzić Okayamę podczas podróży do Japonii, to spokojnie wystarczy Wam poświęcić na nią pół dnia. Lepiej wracać do Kurashiki i spędzić czas gubiąc się w jego małych uliczkach lub na pysznych yakitori w Takadaya.

img_1028

img_1022

Tak też zrobiliśmy. Trudno było się żegnać z Kurashiki następnego dnia, gdy wsiedliśmy do pociągu. To naprawdę magiczne miejsce, które polecam z całego serca! My jednak opuszczamy Kurashiki i podróżujemy dalej na wschód. Kolejne dni spędzimy w Kyoto. Ale o tym już za tydzień!

TOP:

– Dzielnica Bikan w Kurashiki

– Zamek Himeji

– Mt. Shosha i „Ostatni Samuraj”

Filmiki z dni w Kurashiki i okolicach możecie obejrzeć tutaj – dni 6-9:

Share it!Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on Pinterest

Posted by Posted by Gismanka


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *