okładka

Azja,Japonia,Podróże

21 dni w Japonii część I: Plan, Hiroszima i zachodnie Honsiu

29 Gru , 2015  

Lot.

Do Japonii leciałam liniami Emirates z Warszawy przez Dubaj do Osaki. Była to moja pierwsza przygoda z ‘Emiratami’ i muszę przyznać całkiem przyjemna. Samolot na trasie Warszawa – Dubaj do najnowszych nie należał i szczerze przyznam byłam nieźle rozczarowana. Czy to miały być te wielkie Emiraty? Jednak drugi lot na linii Dubaj – Osaka totalnie zrekompensował mi to wstępne rozczarowanie. Duży samolot z niezwykle rozwiniętym systemem fimowym, fajna obsługa lotu, jedzenie i gwiazdki na suficie (!). Wszystko to pomogło mi zrozumieć, dlaczego dubajskie linie lotnicze uważane są za jedne z najlepszych na świecie.

IMG_7331

Cała podróż trwała razem około 22 godzin włączając w to 4 godzinną przerwę na lotnisku w Dubaju. Loty zakupione około pół roku wcześniej kosztowały 2500 złotych. Oczywiście dostanie się do Japonii może być i tańsze i krótsze. Ciekawą ofertę mają m.in. rosyjskie linie lotnicze Aerofłot, gdzie w czasie promocji bilety można kupić już za 1700 złotych, a od stycznia 2016 roku polskie linie lotnicze LOT będą oferować bezprzesiadkowy lot do Tokyo, który będzie trwał jedyne 11 godzin.

Wieczorny przylot do Osaki, długie oczekiwanie na kontrolę paszportową i transport do hotelu, nie pozwoliły na długie obcowanie z miastem, gdyż rano już wracaliśmy na pociąg i pierwszą podróż Shinkansenem do Hiroshimy. 300 km w 1,5 godziny. Cóż za przeżycie!

Plan.

Podróż po Japonii rozpoczęliśmy od strony zachodniej, aby stopniowo wracać przez centrum na wschód i zakończyć 3 tygodniową podróż w Tokio. Pierwszym przystankiem podróży miał być region zachodniego Honsiu. Hiroshima, Miyajima oraz inne małe miejsowości. Po pierwszych kilku dniach mieliśmy się przemieścić bardziej na wschód do malowniczej miejscowości Kurashiki znajdującej się w prefekturze Okayama. Kolejnym punktem podróży miało być Kioto i okolice, a cała podróż miała się zakończyć w Tokio.

Jedną z najważniejszych rzeczy, którą należy zrobić przed wyjazdem do Japonii jest zakup JR PASS – biletu na pociąg, który upoważnia do nielimitowanych przejazdów pociągami (włączając w to mega szybkie Shinkanseny) w danym przedziale czasowym. Bilet ten jest dostępny jedynie dla osób niemieszkających w Japonii, a co za tym idzie należy go wykupić przed przyjazdem do Japonii. Na miejscu potwierdzenie zakupu wymieniamy już na docelowy pass. Nie jest do tania przyjemność, jednak jeśli planujecie podróżować po kraju, a nie siedzieć w jednym miejscu, jest to konieczność. Uwieżcie mi – zwróci się w 100%. Swój pass możecie zamówić np. TUTAJ

Hiroszima.

IMG_7393

Hiroszima była jednym z miejsc, które znajdowały się na mojej liście ‘to see’ od początku planowania podróży. Byłam ciekawa miejsca, które tak dużo przeżyło, wycierpiało, ale także potrafiło się otrząsnąć i stanąć na nogi. W tym roku minęło właśnie 70 lat odkąd l6 sierpnia 1945 lotnictwo USA zrzuciło na Hiroszimę bombę atomową zabijając natychmiast prawie 80 000 osób.

Hiroszima jest bardzo współczesnym miastem, w którym łatwo się odnaleźć. Po mieście najlepiej przemieszczać się pieszo, na rowerze, a przy dłuższych trasach – tramwajem. Linia tramwajowa jest bardzo dobrze rozwinięta, a na mieście można nadal spotkać jeżdżące modele, które przetrwały II wojnę światową. Co ciekawe za przejazdy w tramwajach płacimy przy wychodzeniu, a nie przy wejściu, jak w Europie, co oczywiście było dla nas dość zaskakujące.

Historia łączy się tutaj ze współczesnością, którą widać w architekturze miasta, licznych centrach handlowych, czy olbrzymim stadionie do baseballu. Tak, mieszkańcy Hiroshimy żyją dla drużyny swojej drużyny Karpiów!

Co warto zobaczyć?

W Hiroszimie warto zostać na co najmniej 2 dni, aby na spokojnie odwiedzić wszystko, co warto i poznać klimat miasta. My potraktowaliśmy je również jako bazę przy zwiedzaniu Zachodniego Honsiu.

Zwiedzanie miasta warto zacząć od jego serca, czyli Kopuły Bomby Atomowej. Bomba atomowa została zrzucona dokładnie 150 metrów nad budynkiem, co ponoć miało wpływ na jego częściowe przetrwanie. Dzisiaj jest to miejsce refleksji, a sam budynek znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.

IMG_1446

IMG_1433

IMG_1425

W niedalekiej odległości znajduje się Dziecięcy Pomnik Pokoju. To jedno z najbardziej wymownych miejsc w Hiroszimie. To tutaj znajduje się statua małej Sadoko, która przeżyła zrzucenie bomby, ale w wieku 10 lat zmagała się z białaczką. W japońskiej kulturze znana jest historia, iż żurawie są symbolem zdrowia i długiego życia. Dziewczynka wierzyła głęboko, że gdy uda jej się zrobić 1000 sztuk, wyzdrowieje. Niestety nie dożyła końca swojego projektu. Po jej śmierci jej koleżanki i koledzy dokończyli składać żurawie i od tamtej pory akt ten stał się tradycją, którą widać do dzisiaj. Okolice pomnika pełne są dziesiątek tysięcy papierowych żurawi, które składane są tutaj przez kolejne grupy w imię zdrowia i pokoju.

IMG_1454

IMG_1463

Kilka kroków dalej znajduje się kolejny pomnik upamiętniający tragedię sprzed 70 lat. Jest to miejsce, które gromadzi spis imion i nazwisk wszystkich ofiar tragedii. W jego miejscu płonie znicz, który ma zostać zgaszony jedynie w przypadku likwidacji wszystkich istniejących atomowych bomb czy pocisków.

Powoli zbliżamy się do Muzeum Pokoju w Hiroszimie. A to naprawdę niezła lekcja historii. Trzeba powiedzieć na wstępie, że jest to miejsce wstrząsające. Podobnie jak na przykład w Muzeum 9/11 w Nowym Jorku widzimy pamiątki wydarzeń, które przetrwały bombę i to, co przyszło zaraz po niej. Słuchamy wspomnienia tych, którzy przetrwali, widzimy zdjęcia osób, którzy ucierpieli. Nie są to piękne obrazy, ale być może trzeba zobaczyć, żeby uwierzyć i zapamiętać. Społeczność Hiroshimy cierpiała długo po 1945 roku. Ci, którzy nie zginęli od razu, zostali poparzeni lub musieli żyć z tym, co przyszło chwilę później, czyli z promieniowaniem i tym, co za sobą niosło.

IMG_0170

W teraźniejszej Hiroshimie widać chęć życia, radość na ulicach i choć pamiętanie o historii jest ważne, widać myślenie o przyszłości i chęć zapomnienia o smutkach sprzed 70 lat. Dzisiaj Hiroshima jest uważana za miasto pokoju i tak chce być rozpoznawana na całym świecie.

Ale Hirosima to nie tylko Bomba Atomowa i smutna historia. To także współczesne miasto pełne kultury, sztuki, sklepów i oczywiście wyśmienitych Okonomiyaki!

Okonomiyaki nazywane są często japońskimi odpowiednikami na naleśniki czy pizzę. Moim zdaniem nie przypominają jednak ani jednego, ani drugiego. Faktycznie swoim okrągłym kształtem mogą przypominać wyżej wspomniane produkty, jednak tak naprawdę to coś zupełnie innego. Są to placki smażone na rozgrzanej blasze, na która wrzucane są po kolei różne produkty, w zależności od gustu. W tych w stylu hiroshimskim muszą się znajdować kapusta, wieprzowina, makaron z jajkiem, ser, a także owoce morza. Najlepszym miejscem w Hiroshimie na spróbowanie tego cuda jest Okonamimura. Budynek z restauracjami sprzedającymi tylko okonomiyaki. Idąc tam naprawdę nie wiesz, którą resturację wybrać. Ale uwierzcie – wszystkie są tego warte!

IMG_0518

IMG_0537

okonomiyaki

Miyajima

Będą w Hiroshimie nie można pozwolić sobie na ominięcie wyspy Miyajima słynącej z „pływającej” Tori. Panorama na wyspę i bramę Torii należy do top 3 najpiękniejszych japońskich widoków.  Tego nie można przegapić. Podczas mojej wizyty był akurat odpływ, co umożliwiło nam podejście pod samą bramę i wsunięcie w nią pieniążka wraz z życzeniem. Natomiast już po kilku godzinach, gdy wracaliśmy promem do Hiroshimy, woda obrazkowo zalewała wyschniętą jeszcze chwilę temu ziemię.

miyajima

Dopłynięcie na wyspę trwa zaledwie 10 minut, a atrakcji na miejscu starczy na cały dzień. Zaczynamy od świątyni Itsukushima. Podobnie, jak w przypadku samej Tori, ona również sprawia wrażenie jakby płynęła (jeśli akurat nie ma odpływu 🙂 Zwiedzając dalej wyspę natkniemy się na biegające wśród odwiedzających daniele. Bywalcy wyspy chętnie podchodzą do ludzi czekając na podzielenie się z nimi przysmakami.

Na lunch w Miyajimie trzeba koniecznie spróbować grillowanych ostryg. Są one lokalnych przysmakiem, który obiecuję warto spróbować 🙂 Świeże, otwierane przed grillowaniem i po kilku minutach podawane z przepysznym sosem. Nigdzie nie smakują tak, gdzie tam.

IMG_0359

Dla chętnych na wyspie można zostać także na noc, korzystając z jej uroków i nocując w jednym z tamtejszych ryokanów, czyli tradycyjnych japońskich hoteli.

Iwakuni

most

Po kilku dniach w Hiroszimie, chcieliśmy odwiedzić małą japońską miejscowość, mając nadzieję na brak turystów, piękne widoki i chwilę relaksu. „Lonely Planet” zasugerował Iwakuni, małe miasto w prefekturze Yamaguchi. Cóż był to za wspaniały wybór! Iwakuni jest najbardziej znana ze swojego charakterystycznego łukowego mostu – Kintai-kyo. Cały zrobiony z drewna most robi ogromne wrażenie na odwiedzających. Idąc kolejnymi łukami dochodzimy do parku Kikko. W okolicy znajduje się kilka muzeów, które my ominęliśmy, aby dostać się do zamku Iwakuni.

IMG_0432

Do zamku Iwakuni dostajemy się kolejką linową, a następnie po kilku minutach spaceru w lesie, dochodzimy na miejsce. Widok z góry jest niesamowity, na most, morze japońskie oraz samo miasteczko i okolice. Sam zamek nie robi spektakularnego wrażenia, podobnie jak inne w Japonii (poza kilkoma) jest odrestaurowany. W środku znajduje się wystawa historyczna. Może nie jest to najbardziej ciekawy zamek, ale widok z samej góry jest wart wspinaczki.

most2

TOP:

  • Atomic Bomb
  • Miyajima
  • Okonamimura
  • Iwakuni

Powrót do Hiroszimy po wycieczce do Iwakuni kończył pierwszy etap wycieczki. Na drugi dzień jechaliśmy dalej na wschód do Kurashiki, ale o tym już w kolejnym poście 🙂

Dla chcących zobaczyć filmiki przeze mnie nagrane z pobytu w Japonii zapraszam poniżej. Pierwsze 5 dni dotyczą wizyty w opisywanym przeze mnie regionie:

Share it!Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterPin on Pinterest

Posted by Posted by Gismanka


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *